english version
 


 
   
 

SARAWAK JOSEPHA CONRADA

Mini podróż do malezyjskiego Borneo

Kuching, stolica Sarawaku, sprawia autentyczną niespodziankę. Ciepłe kolory, silne zapachy, gościnni mieszkańcy, żyjące zgodnie obok siebie 26 grupy etniczne. Pomimo nieuniknionego postępu, tradycje dobrze się bronią. Wszystko to daje wrażenie powrotu do historii i kultury sprzed kilku wieków.
Borneo to nietypowa część Malezji. Nie ma tu rzucającego się w oczy luksusu, który widzieliśmy kilka dni temu w nowoczesnej części Kuala Lumpur. Nie ma tu odświętnie udekorowanych centrów handlowych, wielkich placów i szklanych wieżowców, czy chaotycznego ruchu miejskiego. Wszystko ma nie tylko zmniejszony, ale i bardziej ludzki wymiar, który ofiarowuje przybyszowi głęboką lekcję życiową.
Rzeka Sungai Sarawak dzieli Kuching na dwie dzielnice. W dawnej części ludzie poruszają się pieszo pośród drewnianych domów na palach, meczetów i targu rybnego, gdzie smaży się dopiero co złowione ryby.
Po drugiej stronie leży miasto nowe, międzynarodowe hotele, zadbane parki, barwne malajskie i chińskie sklepiki, gdzie można kupić wyroby lokalne, owoce, przyprawy. Trudno jest też oprzeć się zakupom na kolorowej India Street, głównej ulicy hinduskiej. Miasto usypia wcześnie, bo o godzinie 22 ruch zamiera całkowicie.
Kiedyś ślad o tym zakątku świata pozostawili Joseph Conrad i Somerset Maugham. Dwa lata temu w Malezji wydrukowano największą książkę na świecie, która ma 3 metry wysokości i 2 m szerokości, gdy jest złożona. Księga "Ilustrowana historia Sarawaku" trafiła na aukcję i dochód z jego sprzedaży został przeznaczony na cele dobroczynne.
Do początku XIX wieku Sarawak był częścią sułtanatu Brunei i w sto lat później wyzwolił się spod władzy sułtana. W uśmierzeniu buntu dopomógł sułtanowi angielski awanturnik James Brooke. W podzięce za okazaną pomoc w 1841 wydzielono Królestwo Sarawaku, pozostające pod formalnym zwierzchnictwem sułtana Brunei, którego władcą został Brooke. Potomkowie Brooke'a władali krajem do 1941, kiedy zawładnęli nim Japończycy. Pięć lat później Sarawak stał się brytyjską kolonią, by w 1963 roku przejść pod rządy Malezji.

Poznaję Teddy Dais, wyjątkowo profesjonalnego, o wysokiej kulturze organizatora turystyki z Agencji Borneo Adventure. Zapewnia nam intensywny czterodniowy tour z ciekawym programem. Kilkugodzinny przejazd zapewnia obejrzenie ogrodów pieprzowych, plantacji kakaowych i drzew kauczukowych. Noc spędzamy nad spektakularnym, otoczonym przez góry i dziewicze lasy, jeziorem Batang Ai. Dokładniej w pięknym i komfortowym eko-resorcie Hilton zbudowanym w typowym stylu longhouse, długich domów Ibanów. Rano wyjeżdżamy właśnie do tych owianych ponurą sławą potomków łowców głów. Po dwóch godzinach motorową pirogą pośród pierwotnego lasu deszczowego, lądujemy w osadzie Ibanów, czy Dajaków, jak ich ogólnie określają Anglicy.
Żyją inaczej niż ich współbracia, których spotykałem w interiorze Kalimantanu, indonezyjskiej części Borneo, nie dotkniętej jeszcze piętnem turystyki. Lokalny wódz zaakceptował nowe realia i zamienił długi dom na muzealną ekspozycję. Jego mieszkańcy, pięćdziesiąt rodzin, znaleźli się na rozdrożu. Jedną nogą pozostali w czasie przeszłym, drugą weszli w nowy, nie zawsze zrozumiały im świat. Młodzi wyjeżdżają do miasta w poszukiwaniu pracy, wracają po kilku latach i przywożą wszelkie dobroci współczesnych czasów.
Starsi, będący już na emeryturze, z trudnością przystosowują się do nowych realiów. W młodości polowali na głowy swoich wrogów, bo miały zapewnić dobre plony, powodzenie i zdrowie. Takie właśnie poczerniałe od dymu trofea pokazują nam w siatce ratanowej zawieszonej pod sufitem.

Kuzyn wodza ugaszcza tuakiem, winem produkowanym z ryżu. Potem przy dźwiękach muzyki, niczym w transie, tańczy ngajat. Pół nagi, tylko z przepaską na biodrach i z tarczą obronną i mandau, nieodzownym mieczem, naśladuje lecącego dzioborożca, symbolu Sarawaku. Po oficjalnej części przybysze kupują lokalne rękodzieła, paciorki, rzeźby w drewnie, kosze, tkaniny, dmuchawki służące do polowania.
Borneo to jedyne obok Sumatry miejsce, gdzie żyją orangutany. Najpewniej można je obejrzeć w Centrum, rehabilitacji dzikich zwierząt, gdzie przywraca się sieroty do życia na wolności.
W ostatnim dniu zwiedzamy Bako, park narodowy z niezwykłe bogatą florą i fauną. W ciągu kilkugodzinnego trekkingu zbieramy bogaty materiał fotograficzny, w którym nie brak typowego lasu mangrowego, mięsożernych dzbaneczników, dzikich orchidei, raflezji, monstrualnego kwiatu rozsiewającego woń gnijącej padliny, czy zabawnych małp proboscis, zamieszkujących korony nadrzecznych drzew.
Kilkunastogodzinny powrót do domu daje się wyjątkowo mało we znaki, a to za sprawą doskonałego menu, osobistych monitorów przy każdym fotelu, a przede wszystkim dzięki orientalnie opiekuńczym stewardesom z „Singapore Airlines”.


Zdjęcia: Krzysztof Chechliński, Łukasz Mynarski, Marcin Stachowicz, Slawek Gałek, Jacek Pałkiewicz

JACEK PAŁKIEWICZ



 

Copyright © 2006-2010 Jacek Palkiewicz
Designed by Agnieszka Rajczak (& Marek Laptaszynski)