|
W cztery lata później złotonośna prowincja doświadczyła istnego najazdu, związanego z początkiem wielkiego terroru epoki Stalina. Utworzony został "Dalstroj", monstrualny trust kierowany przez tajną policję totalitarnego reżimu, określany "państwem w państwie", gdzie sowiecka konstytucja nie miała swojego przełożenia. Tego doniosłego dzieła, powierzonego przez partie i rząd, dokonał 37-letni Eduard Pietrowicz Bierzin, który pomimo swojej hardości i arogancji, pięć lat później stracił zaufanie Kremla. Wezwany do Moskwy został oskarżony o stworzenie kontrrewolucyjnej szpiegowsko-dywersyjnej organizacji na rzecz Japonii i rozstrzelany jako "wróg ludu". Podobny los spotkał także jego następcę, pułkownika Stepana Garanina, który wsławił się zabójczymi czynami. Podobno jego pistolet był codziennie w użytku. Strzelał bez ostrzeżenia do więźniów przy każdej okazji naruszenia regulaminu, niedbałej pracy, itp., a będąc pijanym potrafił uśmiercić nawet kilkadziesiąt osób. W grudniu 1938 r., mając 40 lat, sam stanął przed plutonem egzekucyjnym. "Za czyny szpiegowskie na rzecz Japonii", głoszą dokumenty. Do kolonizowania i przemysłowego zagospodarowania surowego regionu Kołymy, niezwykle bogatego w złoża złota, cyny, srebra, uranu, węgla i innych minerałów, zapewniono stały masowy dopływ bezpłatnej siły roboczej. Flotylla statków transportowała z Władywostoku do rybackiej osady Magadan nad Zatoką Nagajewa tysiące zesłańców skierowanych do szerokiego zakresu prac: budowy portu, miasta, przemysłu górniczego, mostów, wyrębu lasu, do otworzenia drogi do Jakucka, 2 tysiące kilometrów piekielnej budowy wykonywanej wyłącznie siłą rąk. To wszystko w niedużej odległości od Ojmiakonu, Bieguna zimna, gdzie swego czasu zanotowano -72 stopni, który nie posiada ani jakiegokolwiek kontaktu ze światem zewnętrznym. Tak narodził się okryty złą sławą archipelag kilkuset łagrów, w których w niecałe 10 lat kosztem nieludzkiego wysiłku dobywano już jedną trzecią światowej produkcji złota. W ciągu dwóch dziesięcioleci przewinęło się tam kilka milionów politycznych "wrogów narodu", duchownych, "kułaków", przedstawicieli inteligencji reprezentujących wszystkie narody "Wielkiej Rodziny" Kraju Rad, więźniów z zajętych terenów Europy Wschodniej, rosyjskich jeńców wojennych oraz pospolitych kryminalistów, spośród których przynajmniej co piąty nie wrócił już do domu. Wyliczono, że każdy kilogram złota kosztował jedno życie ludzkie. Żyjący w najokrutniejszych, nieludzkich warunkach więźniowie byli dziesiątkowani z powodu głodowych racji żywnościowych, strasznych mrozów, chorób, wycieńczenia katorżniczą pracą, a także z powodu bezprawia i samowoli strażników czy z poczucia najgłębszej krzywdy i braku nadziei na odzyskanie wolności. Niektórzy zdesperowani, którzy stracili wolę przeżycia i doczekania wolności, w porywie szaleństwa decydowali się na niepoczytalny krok: ucieczkę. Nie mieli jednak żadnych szans na lodowatej pustyni, czy pośród letnich bagien. Na całkowicie odciętym od świata terytorium o powierzchni 2 milionów 600 tysięcy km2, czyli 10 procent obszaru ZSRR, mogli tylko zamarznąć na śmierć w głębokim śniegu, zginąć z głodu czy stać się ofiarami wygłodniałych wilków. Wielu wpadało w ręce koczujących autochtonów Dalekiej Północy zainteresowanych polowaniem na zbiegów. Za ten nikczemny czyn mogli liczyć przynajmniej na przydział cennej da nich "ognistej wody". Byli tez tacy, którzy w obliczu braku jakichkolwiek szans powodzenia, broniąc się przed samounicestwieniem, wracali z powrotem do łagru, gdzie otrzymywali kilka lat dodatkowego wyroku. W 1947 roku próbowało umknąć zsyłce 3 tysiące więźniów płynących statkiem "Kim" do Magadanu. Próba buntu i przejęcia statku w ich ręce skończyła się nad wyraz tragicznie. Przy temperaturze powietrza -40 stopni strażnicy skierowali na nich hydranty z wodą. W kilka dni później w porcie przybycia można było być świadkiem przejmującej grozą sceny wyładowania na brzeg setek trupów idealnie zakonserwowanych w lodowych trumnach sfabrykowanych na miarę. Tragiczny rozdział historii sowieckiego kraju zamknęła śmierć Wielkiego Stalina. W 1953 r. Dalstroj został rozwiązany, ale pamięć o systemie sowieckiego zniewolenia pozostanie na zawsze w historii, jako nad wyraz wstydliwa plama nie tylko systemu komunistycznego, ale także całej ludzkości. Żadna tragedia czasów przeszłych nie może dorównać się tej eksterminacji i żaden naród na świecie nie doznał tak straszliwych form represji ze strony swoich władców. Niewiele pozostało już z przeklętego Archipelagu Gułag. Czas zaciera ślady zbrodni wśród syberyjskich pustkowi, tajga pochłania drewniane budowle i nieuczęszczane już drogi leśne, prowadzące niegdyś do obozów śmierci. Odwiedziłem to miejsce wraz z Giorgio Fornoni, który realizował dokumentalny film dla włoskiej telewizji RAI 3. |
|
Po pół dnia jazdy z Magadanu terenowym autem, niedaleko od Miakity, całkowicie już porzuconej osady, zjeżdżamy z trasy i po 19 km głębokich jam pełnych wody, brodząc przez kamieniste rzeczki, z trudem dobieramy się do Dnieprowskiego łagru. Górzysty teren pokryty jest piętrzącymi się gigantycznymi stosami skruszonych skał i kamieni pochodzących ze złotodajnego terenu w scementowanej lodem wiecznej zmarzlinie. Baraki rozsypały się pod wpływem czasu i zimowych wichrów. Zachowała się częściowo maszyna parowa do wytwarzania energii, a także straszące swoim widokiem zasieki z drutu kolczastego i butwiejące wieżyczki strażnicze przypominające o tragicznej przeszłości. Pośród porzuconego na opustoszałym terenie sprzętu kuchennego, natykamy się na żelazny piecyk w bani strażników i prymitywne narzędzia pracy: taczka, łom, kilof, łopaty. Z dala od baraków tkwią murowane izolatki o powierzchni kilku metrów kwadratowych z okratowanymi okienkami. Przez niewielkie otwory w żelaznych drzwiach podawano więźniom głodowe racje żywnościowe. Przeklęte i zapomniane przez Boga miejsce. JACEK PAŁKIEWICZ 
|